02.05.2021 aktualizacja 28.10.2022

Dr hab. G. Bębnik: III Powstanie Śląskie było właściwie niewypowiedzianą wojną polsko-niemiecką

Dr hab. Grzegorz Bębnik. Źródło: Archiwum prywatne Dr hab. Grzegorz Bębnik. Źródło: Archiwum prywatne

III Powstanie Śląśkie było właściwie, jak ujął to prof. Ryszard Kaczmarek, niewypowiedzianą wojną polsko-niemiecką. Obydwa państwa niemalże otwarcie angażowały tu swe zasoby militarne przy werbalnym trzymaniu się z dala od całego konfliktu i pozostawianiu jego rozstrzygnięcia w rękach miejscowej ludności – mówi PAP historyk dr hab. Grzegorz Bębnik z katowickiego IPN.

Polska Agencja Prasowa: Na Śląsku polskość właściwie nie odrodziła się po stu latach zaborów, ale po ponad pięciu stuleciach funkcjonowania poza granicami polskiej państwowości. Jakie czynniki wpłynęły na to, że polskość na tych terenach została zachowana?

Dr hab. Grzegorz Bębnik: Ostrożnie odnosiłbym się do tezy, jakoby polskość na Górnym Śląsku została „zachowana”, by się później „odrodzić”. Operując takimi kategoriami, przenosimy nasze współczesne wyobrażenia w czasy, kiedy nikomu nie śniły się narody w dzisiejszym tego słowa znaczeniu.

Polska świadomość narodowa w pruskiej rejencji opolskiej to z perspektywy historyka zjawisko stosunkowo niedawne, jej początków należałoby doszukiwać się w poczynaniach pruskiego rządu, przede wszystkim w Kulturkampfie. Atakując Kościół katolicki, Kulturkampf uderzał zarazem w samoidentyfikację mieszkańców regionu, której podstawą była religia. Rykoszetem niosło to z sobą osłabienie postaw lojalnościowych wobec państwa pruskiego i dynastii Hohenzollernów, których wyrazem było samookreślanie się jako „polscy Prusacy” („polscy” z racji używanego języka).

Właśnie – język. Od połowy XIX w. dzięki reformom bp. Bernarda Bogedeina nauka w tutejszych szkołach ludowych odbywała się z reguły w języku polskim, czemu kres położył znowu Kulturkampf. Siłą rzeczy obydwa te czynniki – religia i język – ściśle się splotły, czego efektem fenomen popularności gazety „Katolik”. Od tego blisko już było do poczucia więzi z polskością w ujęciu historycznym, a w ślad za tym – współczesnym polskim narodem.

Ostrożnie odnosiłbym się do tezy, jakoby polskość na Górnym Śląsku została „zachowana”, by się później „odrodzić”. Operując takimi kategoriami, przenosimy nasze współczesne wyobrażenia w czasy, kiedy nikomu nie śniły się narody w dzisiejszym tego słowa znaczeniu.

Początkowo emocje Górnoślązaków zmonopolizowała niemiecka katolicka partia Centrum, jednak pewnych procesów nie dało się już zatrzymać. Strona niemiecka mocno zżymała się na to zjawisko, wiążąc je z tzw. wielkopolską agitacją (wielkopolską z racji tendencji), choć mimowolnie termin ten wskazywał również kierunek, skąd płynęły najsilniejsze bodźce. Czyli właśnie Wielkopolskę, wówczas pruską prowincję poznańską. Tamtejsza polska inteligencja czy rzemieślnicy, w wyniku antypolskiego ustawodawstwa pozbawieni możliwości egzystencji w rodzinnych stronach, często przenosili się na Górny Śląsk, gdzie podobne obostrzenia nie obowiązywały. Oczywiście na miejscu nie rezygnowali z kultywowania tradycji czy języka, zakładając tu organizacje obsługujące te właśnie emocje. Kwestią czasu było przeniknięcie do nich również i „miejscowych”. Ta „wielkopolska agitacja” przez Niemców była uznawana za główny czy wręcz jedyny czynnik powodujący pojawienie się w rejencji opolskiej zjawiska takiego, jak polska świadomość narodowa. To oczywiście spora trywializacja, choć roli Wielkopolan nie sposób nie docenić.

PAP: Wojciech Korfanty w przemówieniu z 25 października 1918 r. wygłoszonym w parlamencie niemieckim zażądał włączenia do państwa polskiego ziem zabranych w wyniku zaborów, a także Śląska Górnego znajdującego się w państwie pruskim od wojen śląskich w XVIII wieku. Dlaczego polskie roszczenia terytorialne sięgały poza obszar zaborów?

Dr hab. Grzegorz Bębnik: Korfanty był wówczas politykiem obozu narodowej demokracji, toteż jego październikowe wystąpienie nie było niczym innym, jak odbiciem endeckich postulatów Polski etnograficznej, w której obrębie znaleźć miały się wszystkie większe skupiska polskiej ludności, definiowanej przez używany język.

A wymienione przez Korfantego ziemie w spisie powszechnym z 1910 r. wykazywały sporą większość ludności posługującej się językiem polskim. Gdy chodzi o Górny Śląsk, w 1910 r. 57 proc. tutejszych mieszkańców używało w domu języka polskiego. Wyglądało to znakomicie, zwłaszcza w odniesieniu do wschodnich powiatów. Do porządku przechodzono nad faktem, iż posługiwanie się na co dzień określonym językiem nie warunkuje więzi z konkretną narodowością. Bolesne otrzeźwienie przynieść tu miały plebiscyty – ten z lipca 1920 na Warmii i Mazurach oraz marcowy z 1921 r. na Górnym Śląsku.

PAP: Jak wyglądała sytuacja polityczna na Górnym Śląsku tuż po zakończeniu I wojny światowej? Jakie prądy i koncepcje polityczne wówczas się ścierały?

Zimnym prysznicem dla polskich aspiracji stały się czerwcowe postanowienia konferencji pokojowej w Wersalu, gdzie uwzględniając niemieckie protesty, zgodzono się na przeprowadzenie na Górnym Śląsku plebiscytu.

Dr hab. Grzegorz Bębnik: Region miał swoją specyfikę, determinowaną wówczas sytuacją wewnętrzną i zewnętrzną. Zauważalna była tu imponująca aktywność polskich ugrupowań stawiających na szybkie przyłączenie regionu do Rzeczypospolitej. Początkowo obóz niemiecki znajdował się w defensywie, a wielu jego przedstawicieli pogodziło się z myślą, że Górny Śląsk jest stracony, że podzieli losy sąsiedniej Wielkopolski, która zrzuciła z siebie pruskie zwierzchnictwo. Górnoślązacy brali udział w pracach poznańskiego Sejmu Dzielnicowego, w Bytomiu zaś działał podkomisariat tamtejszej Naczelnej Rady Ludowej. Liczono też na wkroczenie tu armii polskiej i przyłączenie regionu manu militari. Konkretne nadzieje pokładano w Armii Hallera, w której służyło wielu Górnoślązaków. Zimnym prysznicem dla polskich aspiracji stały się czerwcowe postanowienia konferencji pokojowej w Wersalu, gdzie uwzględniając niemieckie protesty, zgodzono się na przeprowadzenie na Górnym Śląsku plebiscytu.

PAP: Skoro już jesteśmy przy plebiscycie – jaki był w ogóle stosunek zachodnioeuropejskich mocarstw do tego konfliktu? Czy rozumiały one specyfikę tego sporu?

Dr hab. Grzegorz Bębnik: Zależy, co rozumieć pod pojęciem „specyfiki”. Jeśli ma to być szczególna sytuacja narodowościowa, to wydaje się, że nikomu z „grubej trójki” nie spędzała ona specjalnie snu z powiek. Po argument ten sięgano, jeśli odpowiadał akurat doraźnym zapotrzebowaniom, w czym celowali zwłaszcza Francuzi.

Generalnie jednak rozważania nad losami regionu były determinowane jego gospodarczym potencjałem oraz rozbieżnymi wizjami dotyczącymi powojennych Niemiec. Tu właśnie przebiegała zasadnicza oś sporu między delegacją francuską a brytyjską przy neutralnym raczej stanowisku Włochów. O ile politycy brytyjscy po staremu stawiali na europejską równowagę, o tyle Francuzi kierując się chęcią przetrącenia Niemcom gospodarczego kręgosłupa, opowiadali się za wcieleniem całości regionu do Polski.

Owszem, podnoszono też przy tym argument etniczny, eksponowano „odwieczną” jakoby przyjaźń polsko-francuską. Instrumentalność tego wszystkiego była oczywista dla każdego, kto tylko zechciał  odłożyć na bok sentymenty. Ta głośno deklarowana przyjaźń nie przeszkadzała Francuzom, by tuż obok, na Śląsku Cieszyńskim, w toczącym się tam polsko-czeskim konflikcie jednoznacznie opowiedzieć się po stronie Czechów. Ot, wielka polityka.

PAP: Poza działaniami politycznymi i dyplomatycznymi działała na terenie spornym Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska. Jak wyglądało militarne przygotowanie do powstań w porównaniu z przygotowaniem sił niemieckich?

Dr hab. Grzegorz Bębnik: Zależy, o jakich latach mówimy. Działalność POW GŚl przypada na lata 1918–1920, czyli czas dwóch pierwszych powstań. I tutaj kontrast między przeciwnikiem w 1919 r. a tym o rok późniejszym był olbrzymi. O ile w I powstaniu zmagać się przyszło z regularnymi oddziałami Reichswehry, dysponującymi artylerią, samochodami pancernymi czy nawet lotnictwem, o tyle w II – z jednostkami skoszarowanej policji bezpieczeństwa, Sicherheitspolizei. Powstańcy z 1919 r. nie mieli, w zetknięciu z podobną machiną, żadnych szans. Dalecy byli zresztą od myśli o samodzielnym pokonaniu Niemców; swym wystąpieniem zamierzali raczej sprowokować wkroczenie na Górny Śląsk polskich wojsk.

Dopiero groźba przekształcenia się starć w otwarty konflikt polsko-niemiecki skłoniła aliantów do zatrzymania niemieckiej ofensywy w czerwcu 1921 r.

Inaczej było rok później. Powiedzieć można, że to Polacy górowali tu pod względem zarówno organizacyjnym, jak i uzbrojenia. Sicherheitspolizei była w istocie ukrytą armią. Jej jednostki były zorganizowane na wojskową modłę spośród byłych żołnierzy, a dowodzone przez frontowych oficerów. Wojskowe było również uzbrojenie, włącznie z działami, ciężkimi i lekkimi karabinami maszynowymi, a nawet miotaczami ognia. Konfrontacja z takim przeciwnikiem byłaby trudna, ale wiosną 1920 r. rządzący na obszarze plebiscytowym alianci doprowadzili do jej faktycznego rozbrojenia. Od tej pory tylko jeden policjant na pięciu dysponował zwykłym karabinem, reszta – pistoletami i szablami. Nic dziwnego, że intensywnie rozbudowana i dozbrajana POW GŚl nie miała tu raczej trudnego zadania.

Odrębną sprawą jest III powstanie, które było właściwie, jak ujął to prof. Ryszard Kaczmarek, niewypowiedzianą wojną polsko-niemiecką. Obydwa państwa niemalże otwarcie angażowały tu swe zasoby militarne przy werbalnym trzymaniu się z dala od całego konfliktu i pozostawianiu jego rozstrzygnięcia w rękach miejscowej ludności. Dopiero groźba przekształcenia się starć w otwarty konflikt polsko-niemiecki skłoniła aliantów do zatrzymania niemieckiej ofensywy w czerwcu 1921 r.

PAP: Na ile wybuch każdego z powstań był militarnie zaplanowany, a na ile zadecydowały emocje i trwające napięcie?

Dr hab. Grzegorz Bębnik: To problem raczej nieoczywisty. Zarówno w sierpniu 1919 r., jak i w rok później sporą rolę odegrały czynniki pozawojskowe: w 1919 r. będzie to rozczarowanie niekorzystnym zwrotem w wersalskich rokowaniach pokojowych i chęć nadrobienia utraconego czasu, ale też kalkulacja na zmuszenie władz polskich do opowiedzenia się po stronie powstańców. Ta jednak daje się sprowadzić do braku wiedzy dotyczącej zamiarów rządu w Warszawie.

W 1920 r. istniała z jednej strony świadomość własnej przewagi, jak i wzburzenie spowodowane katowickimi zajściami 17 i 18 sierpnia, m.in. śmiercią dr. Andrzeja Mielęckiego. No i III powstanie było drobiazgowo zaplanowaną operacją przy włączeniu struktur wywiadu czy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Przypomnijmy, że niemiecka konspiracja zbrojna została dosłownie w przeddzień wybuchu walk rozbita przez Francuzów dzięki informacjom dostarczonym właśnie przez polski wywiad. I tu jednak wykorzystano panujące wśród części Górnoślązaków uczucie frustracji po przegranym plebiscycie, umiejętnie podsycając je sączeniem fałszywych informacji o fatalnych dla strony polskiej decyzjach wokół podziału regionu czy wręcz planach niemieckich przemysłowców, by raczej zniszczyć swe zakłady, niźli przekazać je Polakom.

III powstanie to już regularna wojna, z chłodnym skalkulowaniem terminu rozpoczęcia walk, zadbaniem o przerwanie komunikacji kolejowej z resztą Niemiec, sojuszników czy odpowiednie alibi na użytek zagranicy.

PAP: Powstania Śląskie należą w historii Polski do tych nielicznych zrywów niepodległościowych, które zakończyły się nie chwalebną klęską, ale wymiernym zwycięstwem. Co zadecydowało o tym sukcesie?

Dr hab. Grzegorz Bębnik: Do zwycięskich zaliczyłbym tylko II i III powstanie. Pierwsze z nich stawiało sobie wąsko zakrojone cele – likwidację Sicherheitspolizei i zastąpienie jej przewidzianą już ustaleniami wersalskimi policją mieszaną narodowościowo. I to udało się zrealizować w stu procentach. Natomiast III powstanie to już regularna wojna, z chłodnym skalkulowaniem terminu rozpoczęcia walk, zadbaniem o przerwanie komunikacji kolejowej z resztą Niemiec, sojuszników czy odpowiednie alibi na użytek zagranicy.

Nie można jednak zarazem stracić z oczu kwestii podstawowej – gdyby nie wola tej części ludności regionu, która opowiedziała się za Polską, niemożliwy byłby jakikolwiek sukces.

Rozmawiała Anna Kruszyńska (PAP)

akr/ skp /

Copyright

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.