26.11.2018 aktualizacja 18.04.2019

Dr J. Łazor: warto mówić i pamiętać o prezydencie Stanisławie Wojciechowskim

Stanisław Wojciechowski. Źródło: NAC Stanisław Wojciechowski. Źródło: NAC

Wspomnienia z roku 1919 są dla historyków fenomenalne, ponieważ przedstawiają konflikty polityczne tego okresu i poglądy Wojciechowskiego na wiele spraw. Jako minister spraw wewnętrznych był wówczas istotną postacią – mówi PAP dr Jerzy Łazor, redaktor wspomnień Stanisława Wojciechowskiego, wydanych przez Muzeum Historii Polski i nagrodzonych w konkursie Książka Historyczna Roku.

PAP: Dlaczego dopiero w 2017 r. poznaliśmy całość wspomnień prezydenta Stanisława Wojciechowskiego?

Dr Jerzy Łazor: Po pierwsze, prezydent Wojciechowski nie wybija się na pierwszy plan w polskiej pamięci historycznej. Wszystkim opcjom politycznym było z nim nieco nie po drodze. Sanacja była mu niechętna, ponieważ sprzeciwił się Piłsudskiemu w maju 1926 r. Dla komunistów Wojciechowski był socjalistą i wrogiem Związku Sowieckiego. Do tego dochodzi powód natury technicznej. Druga część wspomnień, która zachowała się jedynie w rękopisie, była trudna do odczytania. Jedyna podjęta próba była niepełna.

PAP: Jak dotarł pan do tego rękopisu?

Dr Jerzy Łazor: Inicjatywa opublikowania wspomnień Wojciechowskiego wyszła ze strony Muzeum Historii Polski, które w ramach obchodów stulecia niepodległości wydaje serię źródeł poświęconych początkom II Rzeczypospolitej. Sam manuskrypt znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej, do których trafił w wyniku darowizny rodziny Wojciechowskiego.

Rękopis ten jest niestety niepełny. Prezydent opublikował pierwszy tom swoich wspomnień w 1938 r. Pierwsze fragmenty ukazywały się na łamach prasy. Zapowiedział w nich, że opisze całą swoją drogę polityczną. Choć nad drugim tomem pracował od końca lat trzydziestych, jego rękopis spłonął w Powstaniu Warszawskim z resztą miasta. Wersję, którą dysponujemy, Wojciechowski odtwarzał już po wojnie, w podeszłym wieku. Zapewne dlatego dotarł w swoim opisie tylko do końca 1922 r.

Dr Jerzy Łazor: W przypadku samego rękopisu głównym problemem było odcyfrowanie pisma Wojciechowskiego, który nie szczędził wysiłków, aby poprawić swój tekst. W rezultacie musiałem odtwarzać kolejne wersje poprawek, nieraz całkiem zmieniających wydźwięk wspomnień. Była to żmudna, choć ciekawa praca.

PAP: Jakie jeszcze problemy napotkał pan podczas pracy nad manuskryptem?

Dr Jerzy Łazor: W przypadku samego rękopisu głównym problemem było odcyfrowanie pisma Wojciechowskiego, który nie szczędził wysiłków, aby poprawić swój tekst. W rezultacie musiałem odtwarzać kolejne wersje poprawek, nieraz całkiem zmieniających wydźwięk wspomnień. Była to żmudna, choć ciekawa praca. 

Patrząc szerzej, najciekawszy jest dla mnie zawsze proces powstawania wspomnień. Tego rodzaju teksty tworzone są z myślą o określonej publiczności, a autorzy niejako retroaktywnie nadają swojemu życiu pewien sens. Dlatego ciekawiło mnie, jak Wojciechowski chciał przedstawić samego siebie i jak konstruował narrację. Wspomnienia są długie, a Wojciechowski był złożoną postacią. Proces mozolnego rekonstruowania jego poglądów był frapujący.

Poza tym Wojciechowski szeroko korzystał z cytatów, niekiedy zaś przerabiał własne, publikowane w konspiracji teksty. Chciałem do nich dotrzeć, a zarazem odtworzyć metodę jego pracy. Czasem były to źródła dość oczywiste, czasem całkiem nieźle ukryte, jak artykuły wydawane w rewolucyjnym Petersburgu. Było to ciekawe wyzwanie, ale zwłaszcza w przypadku drugiego tomu wspomnień wydaje mi się, że rozpracowałem metodę pisarską prezydenta.

Praca ta nauczyła mnie też, żeby nie polegać za bardzo na własnej pamięci. W pewnym fragmencie Wojciechowski cytuje „Rotę”. Mnie i mojemu redaktorowi, Maciejowi Jaworskiemu, nie przyszło do głowy sprawdzenie poprawności znajomego cytatu. Dopiero redaktor pracując nad ostateczną wersją tekstu, pokazała nam, że nie znamy polskiej literatury, a w każdym razie znamy ją równie źle, co cytujący z pamięci Wojciechowski. 

PAP: We wprowadzeniu cytuje pan historyka, który stwierdza, że „Wojciechowski nie miał szans na dobrą opinię, a że nie zrobił nic złego i spektakularnego zarazem, obdarzano go opinią człowieka naiwnego”. Czy taki obraz Wojciechowskiego jako człowieka i polityka wyłania się z tych wspomnień? Czy był to polityk pierwszego szeregu, czy może statysta, który na skutek pewnego splotu różnych okoliczności doszedł do najwyższego stanowiska w państwie?

Dr Jerzy Łazor: W tym roku w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie odbyła się konferencja poświęcona temu zagadnieniu. Generalnie Wojciechowski jest przedstawiany jako polityk z drugiego szeregu, który został prezydentem RP dość przypadkowo. Tymczasem, gdy patrzymy na jego osiągnięcia z czasów, kiedy pełnił kluczową dla państwa funkcję ministra spraw wewnętrznych, to stwierdzamy, że jego działania w roku 1919, takie jak przeprowadzenie wyborów, prace nad konstytucją i budowanie administracji, były odpowiedzią na najważniejsze wyzwania stojące przed Polską. Wymienione wyżej zadania są charakterystyczne nie dla polityka drugiego rzędu, ale męża stanu.

Jednocześnie jednak nie jestem przekonany, że Wojciechowski dobrze radził sobie na salonach politycznych. Jako prezydent był być może mniej interesujący niż we wcześniejszych latach. Wydaje się, że praca ministerialna była mu bliższa niż lawirowanie między różnymi opcjami politycznymi. We wspomnieniach z epoki niektórzy działacze wyrażali zdziwienie, że Wojciechowski nie rozumie aktualnej sytuacji politycznej. Tymczasem Wojciechowskiego niespecjalnie obchodziły podziały polityczne, dążył do rozwiązywania problemów.

PAP: Czy z ostatnich kart tych wspomnień wyłania się ocena wydarzeń listopada i grudnia 1922 r.?

Dr Jerzy Łazor: W trakcie prac nad manuskryptem zdziwiłem się, że Wojciechowski niewiele na ten temat pisał. Oczywiście jest w nich obecna ostra krytyka postawy endeków wobec wyboru Gabriela Narutowicza. Sam Wojciechowski z pewnym poczuciem winy wspomina, to on rekomendował swojego poprzednika na pierwsze stanowisko ministerialne. Nie dzielił się jednak zbyt wieloma szczegółami. Opisując wybory, był zdziwiony postawą Polskiego Stronnictwa Ludowego – „Piast”, z którego poparciem sam startował. Nie rozumiał pewnych działań Wincentego Witosa.

Dr Jerzy Łazor: Nie był doktrynerem. Pisze, że już działając w PPS, pomagał Dmowskiemu wydawać broszury, przyjaźnił się z działaczami ze wszystkich środowisk. Te kontakty nie zanikły w kolejnych latach. W okresie I wojny światowej, gdy przebywał w Rosji, pracował głównie z osobami związanymi z endecją, wywodzącymi się ze środowisk zetowych. W czasie pierwszych lat II RP działał w PSL. Po odejściu ze stanowiska prezydenta był związany ze środowiskami antysanacyjnymi, choć nie był w nich zbyt aktywny. Dla niego naturalne było to, że środowisko jest mniej istotne niż cele polityczne. Takim celem było dla niego dobro Polski.

PAP: Skoro jesteśmy przy jego ocenie działań endecji, to warto się cofnąć do pierwszych stron wspomnień, gdy pisał o latach dziewięćdziesiątych XIX w., kiedy poznał Romana Dmowskiego i wielu innych członków Związku Młodzieży Polskiej „Zet”. Widać, że ówczesne podziały polityczne i ideowe nie były jeszcze tak wyraźne jak w kolejnych dziesięcioleciach.

Dr Jerzy Łazor: To prawda, ale w przypadku Wojciechowskiego ta sprawa jest jeszcze ciekawsza. Nie był doktrynerem. We wspomnieniach pisze, że już działając w PPS, pomagał Dmowskiemu wydawać broszury, przyjaźnił się z działaczami ze wszystkich środowisk. Te kontakty nie zanikły nawet w kolejnych latach. W okresie I wojny światowej, gdy przebywał w Rosji, pracował głównie z osobami związanymi z endecją, wywodzącymi się ze środowisk zetowych. W czasie pierwszych lat II RP działał w PSL. Po odejściu ze stanowiska prezydenta był związany ze środowiskami antysanacyjnymi, choć nie był w nich zbyt aktywny. Dla niego naturalne było to, że środowisko jest mniej istotne niż cele polityczne. Takim celem niewątpliwie było dla niego dobro Polski. Ten cel wyłania się ze wszystkich kart jego wspomnień.

PAP: Józefa Piłsudskiego poznał już w latach dziewięćdziesiątych. Kiedy ich drogi zaczęły się rozchodzić?

Dr Jerzy Łazor: Myślę, że można wskazać kilka dat, w których następowało rozejście się ich dróg politycznych. Początkowo byli przyjaciółmi. Wspólnie działali w konspiracyjnej PPS, według legendy spali pod jednym płaszczem, a Wojciechowski gotował dla obydwu, gdy pracowali nad kolejnymi numerami „Robotnika”. 

Później przyszła rewolucja 1905 r., rozłam w partii i radykalizacja postawy Piłsudskiego w sprawie stosowania przemocy w działaniach politycznych. Rozłam w PPS był dla Wojciechowskiego ciężkim przeżyciem, i wycofał się z życia partii. Rozpoczyna działalność w polskim ruchu kooperatystycznym. Choć podtrzymuje kontakt z przyszłym marszałkiem, po wybuchu I wojny światowej Wojciechowski nie akceptuje opowiedzenia się przez Piłsudskiego po stronie Niemiec i Austro-Węgier.

Mimo że nie zgadza się z polityką swojego przyjaciela, to podczas pobytu w Rosji wielokrotnie się na niego powołuje, interpretując jego poglądy w środowisku emigrantów. 

Po odzyskaniu niepodległości przez cały czas są blisko. Legenda głosi, że Wojciechowski był jedynym człowiekiem, który bez zapowiedzi, o każdej porze dnia i nocy mógł odwiedzać Piłsudskiego w Belwederze. Niewątpliwie pozostali przyjaciółmi, ale bariera pomiędzy nimi była już wyraźniejsza. Wydaje się, że ostateczne rozejście następuje w czasie prezydentury Wojciechowskiego, gdy Piłsudski odnosi się do niego coraz agresywniej. 

Później przychodzi zamach majowy i słynna rozmowa na moście, po której drogi tych panów rozejdą się na zawsze, do tego stopnia, że Wojciechowski mimo głębokiej wiary nie przyjdzie na pogrzeb dawnego przyjaciela.

Dr Jerzy Łazor: Po odzyskaniu niepodległości przez cały czas Piłsudski i Wojciechowski są blisko. Legenda głosi, że Wojciechowski był jedynym człowiekiem, który bez zapowiedzi, o każdej porze dnia i nocy mógł odwiedzać Piłsudskiego w Belwederze. Wydaje się, że ostateczne rozejście następuje w czasie prezydentury Wojciechowskiego, gdy Piłsudski odnosi się do niego coraz agresywniej. Później przychodzi zamach majowy i słynna rozmowa na moście, po której ich drogi rozejdą się na zawsze, do tego stopnia, że Wojciechowski mimo głębokiej wiary nie przyjdzie na pogrzeb dawnego przyjaciela.

PAP: Czy we wspomnieniach Wojciechowskiego pojawia się informacja o tym, jak Piłsudski patrzył na jego kandydaturę w grudniu 1922 r.?

Dr Jerzy Łazor: To zaskakujące, ale nie ma tam takich informacji. Być może wynika to z faktu powstawania wspomnień dopiero po II wojnie światowej. Nie mając siły więcej pisać, Wojciechowski skupiał się na najważniejszych wydarzeniach. W drugiej części mocno krytykował Piłsudskiego. W pierwszej był pod wrażeniem dawnej przyjaźni. 

PAP: Wojciechowskiego określa pan jako pragmatyka. Czy z jego wspomnień wyłania się więc obraz tego, jak jego zdaniem powinna wyglądać Polska?

Dr Jerzy Łazor: Ten wątek pojawia się we wspomnieniach dość często. Poglądy Wojciechowskiego trzeba jednak oddzielić od jego działań. Jego wizje były raczej idealistyczne i ukształtowane przez jego drugiego po Piłsudskim przyjaciela – Edwarda Abramowskiego. Ten zmarł w 1918 r. i może dlatego nie widać we wspomnieniach szczególnej ewolucji poglądów w latach II Rzeczypospolitej. Wojciechowski sam zresztą określał siebie jako człowieka czynu. 

Wzorem politycznym była dla niego Wielka Brytania. Wolał ten kraj od Francji (choć, jak wspominał jego wnuk, cenił francuski koniak). Wynikało to głównie z jego doświadczeń emigracyjnych. Miał wizję społeczeństwa obywatelskiego, w którym bardzo aktywni są zwykli ludzi, a instytucje wyrastają nie od góry, ale z aktywności społecznej i kooperatyw. Jednocześnie jego zdaniem konstytucja winna dawać silną władzę rządowi, nie dopuszczając do nadmiernych konfliktów między stronnictwami politycznymi. 

PAP: Skoro szanował brytyjski ustrój polityczny, to wydaje się, że powinien krytycznie odnosić się do zapisów Konstytucji marcowej, która była wzorowana na rozwiązaniach ustrojowych panujących w III Republice Francuskiej… 

Dr Jerzy Łazor: I traktował ją krytycznie. Mimo że inicjował prace nad konstytucją i przygotował pierwszy poważny projekt, nad którym dyskutowano, to jednak jej ostateczna wersja była rezultatem sejmowych gier interesów, które oceniał bardzo negatywnie. Ten okres jest w jego wspomnieniach bardzo dobrze opisany.

Należy również pamiętać, że w przypadku Wojciechowskiego widać wyraźną sprzeczność pomiędzy teoriami politycznymi a wcielaniem ich w życie. Najlepiej tę sprzeczność opisał jego dobry znajomy Stefan Żeromski, który Wojciechowskiego metaforycznie opisał w „Przedwiośniu”. Jak pisze w swoich wspomnieniach Maciej Rataj, pisarz nie wymienił prezydenta w powieści z nazwiska, ponieważ wkrótce przed jej wydaniem otrzymał mieszkanie na Zamku Królewskim i nie chciał, aby wyglądało, że literacki portret Wojciechowskiego to rodzaj zapłaty. 

W „Przedwiośniu” Żeromski pokazał sprzeczność pomiędzy ideami a marzeniami dawnych kooperatystów, czyli poniekąd przeciwników państwa, którzy po odzyskaniu niepodległości orientują się, że muszą skonstruować silny rząd, ponieważ w przeciwnym razie kraj ulegnie rozpadowi. I sprzeczność tę widać także we wspomnieniach Wojciechowskiego.

Dr Jerzy Łazor: Należy pamiętać, że w przypadku Wojciechowskiego widać sprzeczność pomiędzy teoriami politycznymi a wcielaniem ich w życie. Najlepiej tę sprzeczność opisał jego dobry znajomy Stefan Żeromski, który Wojciechowskiego metaforycznie przedstawił w „Przedwiośniu”. Jak pisze w swoich wspomnieniach Maciej Rataj, pisarz nie wymienił prezydenta w powieści z nazwiska, ponieważ wkrótce przed jej wydaniem otrzymał mieszkanie na Zamku Królewskim i nie chciał, aby wyglądało, że literacki portret Wojciechowskiego to rodzaj zapłaty. 

PAP: Mówi się, że następca Wojciechowskiego bardzo dobrze czuł się w roli prezydenta, bardzo lubił splendor tego urzędu. Jak było w przypadku drugiego prezydenta II RP?

Dr Jerzy Łazor: Może zacznę od tego, jak pisano o nim jako o prezydencie. Nieco się podśmiewywano. Wojciechowski nie był przywykły do splendoru. Mimo że na zdjęciach z epoki wygląda niezwykle dostojnie, to współcześni twierdzili, że ubierał się nieco bez smaku. Dziś, gdy zmieniły się standardy, Wojciechowski z bródką jawi się jako wyznacznik elegancji. 

Pojawiały się również uwagi na temat domu prowadzonego przez niego i jego żonę. Uważano, że jest w nim zbyt mało prezydenckiego splendoru. Nam pewnie podobałby się taki styl. Sam Wojciechowski lubił oficjalne przyjęcia i polowania. Często zapraszał na nie gości zagranicznych. Irytowały go za to nieustające zmagania z Sejmem. Uprawnienia prezydenckie w Konstytucji marcowej nie były szczególnie szerokie, ale wymagały zaangażowania prezydenta w proces powoływania każdego z wielu zmieniających się w tym czasie rządów.

PAP: Wspomniał pan o jego małżonce. Jego następca z kolei, Ignacy Mościcki, nie był stawiany jako wzór ojca rodziny…

Dr Jerzy Łazor: Piłsudski złośliwie powiedział o drugiej młodej małżonce Mościckiego, że jeśli Mościcki pragnął napić się piwa, to nie musiał kupować całego browaru. O żonie Wojciechowskiego zaś pisano niedawno ciekawie w książce „Pierwsze damy II Rzeczypospolitej”. Sam Wojciechowski nie poświęca swojej żonie, Marii z Kiersnowskich, zbyt wiele miejsca. Nie pisał również o śmierci swojej matki, która odgrywała w jego życiu ważną rolę. Pisząc, wypełniał raczej model dziewiętnastowiecznego autora wspomnień, który najwięcej miejsca poświęcał pracy i sprawom politycznym.

Z jego nielicznych opisów wyłania się obraz dobrego małżeństwa, który potwierdzają wspomnienia dzieci i wnuków. Między wierszami widać silną osobowość żony. Najwyraźniej w stosunku Marii do działalności konspiracyjnej męża. Mimo że sama również działała w PPS, to w pewnym momencie zaczęła narzekać na częstą nieobecność Wojciechowskiego, szczególnie gdy ten zostawił ją samą, w trudnej ciąży, na emigracji w Wielkiej Brytanii. Jej zdecydowana reakcja doprowadziła do wycofania się męża z działalności politycznej na początku XX wieku, kiedy zamieszkali w Wielkiej Brytanii. Wojciechowski zarabiał wówczas na życie zecerką.

PAP: Maria Wojciechowska była widoczna w sferze publicznej?

Dr Jerzy Łazor: Była widoczna, ale nie czuła się najlepiej na funkcji pierwszej damy. Nie był to jej żywioł. Zarzucano jej gafy, a ją samą nie bawiły wytworne przyjęcia i dystyngowani goście.

PAP: Wojciechowski o kilka tygodni przeżył Józefa Stalina. Ignacy Mościcki był w tym czasie przedstawiany jako jedna z czarnych postaci „reżimu sanacyjnego”. Wydaje się, że Wojciechowski pozostawał na marginesie „zainteresowania” propagandy PRL.

Dr Jerzy Łazor: Największym szwarccharakterem był Józef Piłsudski. Wojciechowski był pokazywany jako nieco nieporadny i przypadkowy wykonawca woli politycznej innych. Ponieważ z punktu widzenia jego przeciwników nie zrobił niczego bardzo złego, nie pisano o nim zbyt wiele. Pierwsza biografia Wojciechowskiego ukazała się dopiero w latach osiemdziesiątych.

PAP: Jak można ocenić znaczenie wspomnień Wojciechowskiego dla naszej wiedzy o opisywanych przez niego czasach?

Dr Jerzy Łazor: Należy podkreślić, że historycy już wykorzystywali pierwszy tom wspomnień, ponieważ jest on dobrym źródłem dla dziejów PPS, konspiracji i działań politycznych podczas I wojny światowej. Drugi tom jest zaś rzadkim opisem z pierwszej ręki działalności kluczowego rządu dla pierwszego okresu polskiej niepodległości, czyli gabinetu Ignacego Jana Paderewskiego. Wojciechowski był najważniejszym ministrem tego rządu, bo podczas obecności Paderewskiego w Paryżu oraz zajmowania się przez Piłsudskiego sprawami wojskowymi pełnił faktycznie obowiązki premiera. 

Wspomnienia z roku 1919 są dla historyków fenomenalne, ponieważ przedstawiają konflikty polityczne tego okresu i poglądy Wojciechowskiego na wiele spraw. Jako minister spraw wewnętrznych był wówczas naprawdę istotną postacią, więc sądzę, że warto o nim mówić i pamiętać.

Wedle rodzinnej legendy Wojciechowski umierając, powiedział: „Ale biedna ta Polska!”. Sądzę, że takie spojrzenie na losy ojczyzny w ostatnich chwilach życia jest dobrym podsumowaniem, ponieważ pokazuje, o czym myślał i co było dla niego ważne.

„Moje wspomnienia” Stanisława Wojciechowskiego wydane przez MHP znalazły się wśród laureatów konkursu Książka Historyczna Roku. Publikację opracowaną przez dr. Jerzego Łazora uhonorowano w kategorii Najlepsze wspomnienia dotyczące Polski i Polaków w XX wieku.


Rozmawiał Michał Szukała (PAP)

szuk/ skp/ 

Copyright

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.